Kukui - biżuteria hawajska
Kategorie: Wszystkie | bez "nie" | medium | ogień i woda
RSS
niedziela, 14 marca 2010
W celu odświeżenia...
Poczułam palącą potrzebę pochwalenia się kilkoma rzeczami (chociażby ze wszechobecną wirtualną rzeczywistością) i oto jestem z powrotem.
Przynajmniej chwilowo.

Razem z genialnym przedstawieniem Guerniki Picassa:

A tymczasem wracam do walki z zakwasami po wczorajszym warsztacie wykorzystującym DMT, czyli terapię tańcem i ruchem. Rzecz genialna, typu czuję się fantastycznie, ale moje mięśnie już niekoniecznie.
I tyle na razie.

To be continued...
poniedziałek, 11 sierpnia 2008
Dania
Tak się kiedyś zastanawiałam ile w życiu miałam blogów...
Dużo. Bo ciągle się coś zmienia. Bo ciągle jest okazja do opisania czegoś nowego, co do reszty nie pasuje. Bo moje życie dzieli się na etapy, które z jakiegoś powodu od siebie odcinam.
No i nadszedł następny. Duński.
O tu: danmark.blox.pl
poniedziałek, 04 sierpnia 2008
Tu i tam
Do wyjazdu zostały cztery dni. Cztery i pół. Czyli tak za wcześnie jeszcze, żeby się pakować, a za późno, żeby zabierać za coś konkretnego. Piorę notorycznie i ilości prania przerażają mnie, jeśli chodzi o późniejszą zawartość walizki. Oddaję się manii biżuteryjnej, bo to zawsze można wrzucić, schować, a efekty będą. Nagrywam płyty do samochodu. Takie nic.

Na dzisiaj mam jeszcze w planie opracowanie trasy przejazdu, bo później się może okazać, że zonk. Same oznaczenia gdzie jakie miasto nie starczą.

Trochę szybko ten wyjazd nastąpił. Zawsze miałam kilka miesięcy od decyzji do zmiany miejsca. Ale myślę, że to i lepiej. Mniej czasu na zajmowanie się bzdetami, skoczę na głęboką wodę i będzie cool.

No właśnie. Język. Masochistyczne próby poduczenia się samodzielnie kończą się po kilkunastu minutach, bo od dziwnych dźwięków mnie boli głowa. Ech, jak dobrze, że będzie tam jeden polski osobnik i będziemy mogli sobie wspólnie ponarzekać na dziwne zwyczaje, niedobre jedzenie czy trudność języka właśnie.

Ech, już się nie mogę doczekać! :D

A, i internetową ciocią zostałam :)
środa, 30 lipca 2008
10 rzeczy, które należy zrobić przed wyjazdem
1. Przejrzeć posiadany stan szafy. Część rzeczy wyrzucić, część dokupić.
2. Zrobić kilka imprez pożegnalnych. Nawet dla osób, których się nie widziało od roku. Nawet już po wyruszeniu w podróż. Żeby wysłuchać ciepłych słów i życzeń powodzenia.
3. Zarobić pieniądze na ww. podróż. Co idzie z pewnym trudem, jeśli pracę zarobkową porzuciło się półtora miesiąca temu.
4. Zwiedzić w międzyczasie kilka innych krajów z drugiego końca Europy, żeby zapamiętać to słońce, którego się przez kilka najbliższych miesięcy nie zobaczy.
5. Załatwić sprawy papierkowe. Jak najszybciej, bo mało to zajmujące.
6. Zakończyć wszelkie zobowiązania, żeby się nie ciągnęły jak wyjątkowo rozciągliwa guma do rzucia. (Należy, napisałam. Nie mówię, że to wykonalne.)
7. Zacząć nowy romans, czy może rozgrzebać taki przydeptany kilka tygodni temu, kiedy to nikt o wyjeździe nie miał pojęcia. A nuż coś z tego wyjdzie...

Co będzie się mieściło pod numerkami 8, 9 i 10 jeszcze nie wiem, bo przecież ciągle listę tworzę. Wszak do wyjazdu zostało jeszcze 9 dni, a to mnóstwo czasu na dopisywanie do listy rzeczy na bierząco...
Ach! Wiem!
8. Spakować się!
A fuj!
środa, 16 lipca 2008
cisza i burze
Burze są. Atmosferycznie ostatnio nagminnie występują. A do tego dzisiaj po drodze do Warszawy widziałam trzy stłuczki. Dzień wypadków z powodu pogody?

W Danii jest duża wilgotność i wysokie ciśnienie. Jak dla mnie, jednostki z niskim ciśnieniem, to chyba dobrze?

Cisza przed burzą u mnie zaś wynika z pozornego zamykania poszczególnych spraw, a nie zamykania jednej, dość ważnej. Mam nadzieję, że nic się w końcu nie rypnie... bo będzie huk! Ale nie. Wszystko będzie dobrze :) Już jest, nawet :)

Perspektywa wyjazdu działa jak balsam na duszę. Może ja już po prostu wszystkie lata nieparzyste będę spędzała poza? :>
Podobno należy uważać o co się modli, bo jeszcze można to dostać...

I tym chaotycznym akcentem...
wtorek, 08 lipca 2008
wiosna
Każdy moment, żeby odobrazić się na bloxa dobry. Ciekawe czy dzisiaj, zadziwiony moim niezwyczajnym zachowaniem, blox zlituje się i nie skasuje tego, co właśnie piszę?

W moim życiu wiosna. Nieprzerwanie gdzieś od połowy kwietnia, kiedy zrozumiałam, że nie ma po co walczyć z wiatrakami, że trzeba cieszyć się chwilą obecną. Co też czynię.

Ostatnio zajęłam się podróżowaniem po Europie za kasę, a jakże, unijną, przynajmniej po części. Oczywiście, wiąże się to z pewnymi obowiązkami, ale jakże przyjemnymi. Pracę rzuciłam, drugą kiedyś napiszę... a póki co wybieram się do Portugalii!

A później w trochę dłużej w trochę zimniejsze rejony. Ponieważ rozrywki ekstremalne dla większej części społeczeństwa dla mnie stały się codziennością poszukuję wyzwań. Nowy język i ciężkie środowisko pracy będą w sam raz. Aż strach się bać co będzie później.

A tymczasem nadrabiam, łapię cztery sroki za ogon i próbuję znaleźć czas na wszystko, podczas gdy jego tak mało.
Ale ja zawsze byłam zdania, że czas jest jak guma. Jak go naciągnąć trochu, to wszystko się obskoczy.
niedziela, 16 marca 2008
wymień nazwy państw w 5 minut
Po angielsku trzeba. Ale i tak trochę sprawdza.

58

niedziela, 09 marca 2008
Sławków
2 dni, 8 osób, 695km, 468 zdjęć + 1 filmik, 4h snu i wspomnienia jedyne w swoim rodzaju.
Weekend spędziłam na Śląsku i było zajebiście :)

Dowiedziałam się nowych rzeczy o sobie, zachowywałam jak nastolatka z liceum, a nawet podstawówki, miałam energię na WSZYSTKO i poczułam się jak człowiek, jak kobieta i jak jednostka inteligentna. I to kilkakrotnie w ciągu tych nielicznych godzin. Acha, i jeszcze doceniona w kilku momentach.

A to wszystko za cenę dwóch piw. Dosłownie.

No i wróciłam do równowagi.
I kto mi powie, że cuda się nie zdarzają?
czwartek, 06 marca 2008
lżej i ciężej
Znowu jakieś z deczka popieprzone rzeczy się dzieją w koło. Problemy, które myślalam, że sobie poszły i udało mi się o nich zapomnieć odżywają, jak ta głowa Hydrze, z podwojoną siłą. Ale co tam, będzie dobrze.

Dzisiaj w ogromne zdumienie wprawił mnie zauważony na przystanku tramwajowym na przeciwko Smyka ekran wskazujący za ile przybędzie następny środek lokomocji. Nie wiem na ile to działa, napisane było, że test systemu, ale widzę, że Warszawa goni europejskie stolice. Wprost nie może być. Jeszcze trochę i będzie normalnie?

Na weekend wyjeżdżam. Na południe, spędzić czas w miłym gronie. W sumie wszystko mi jedno, miłe ono będzie czy niemiłe, widzę przed sobą tylko długą i pustą drogę, a później leśne okolice (mimo że to Śląsk) i świeżość o poranku. Może to tylko wyobrażenie, ale już przyjemne. Światełko w tunelu.

I właśnie sobie myślę jak to będzie, jak się to wszystko skończy. Te głupie rzeczy, na które nie mam wpływu, ni ochoty. I nadejdzie czas, kiedy będę mogła robić to, co chcę, beztrosko, nie walcząc o stabilizację wśród ciągnących kamieni młyńskich.
Ta wizja jest aż zbyt piękna, żeby mogła być prawdziwa... a jednak w przeszłości ją widywałam. Dziwne tylko, że zawsze w towarzystwie słonecznego krajobrazu Hiszpanii.
niedziela, 24 lutego 2008
wpadłam
Jak śliwka w kompot.
Po wielu latach, kiedy to uważałam siebie za jednostkę mało kreatywną, niezdolną maualnie i totalnie nieartystyczną nadszedł przełom. Wzięło mnie. Zrodził się nowy fanatyzm. Opętała mnie choroba, która w żaden sposób odpuścić nie chce.

Zaczęłam tworzyć biżuterię.
Oczywiście, że ani nie tworzyć, ani biżuterię, bo jednak te przekonania nieartystyczne sobie gdzieś tam tkwią, ale śni mi się po nocach i pierwsze co robię po opuszczenia wyrka o poranku to dorwanie się do kamieni, bigli, linki i szczypców, żeby wytworzyć to, co mi się pod powiekami objawiło.
Uważam to za rzecz całkowicie nienormalną, momentami bezsensowną i za mój czysty wymysł, ale obecnie produkuje to we mnie takie pokłady entuzjazmu, radości i sprawia taką frajdę, że ani myślę przestać. O!

A tutaj przykłady :)











 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6